Archives

You are currently browsing the Sport blog archives for Maj, 2010.

PostHeaderIcon Czy ktoś ma szansę przerwać hegemonię Skry?

Nikt nie znosi rutyny. Wszyscy podczas oglądania meczu zawsze podświadomie kibicujemy temu teoretycznie słabszemu. Bowiem nic nie rozpala wyobraźni bardziej, niż spektakularna klęska murowanego faworyta. Przewidywalny rozwój wypadków na pewno na dłuższą metę nie zadowoli wybrednego fana.

On potrzebuje czegoś ekstra, jak sensacje i niespodziewane rozstrzygnięcia. W Plus Lidze siatkarzy, od kilku lat wydaje się, że mistrza znamy już przed rozpoczęciem rozgrywek. Tegoroczny sezon zapowiadał się na inny. W końcu konkurencja znacząco się wzmocniła a trzon ekipy z Bełchatowa miał być zmęczony po Lidze Światowej i Mistrzostwach Europy. Tymczasem na półmetku rundy zasadniczej wszystko było po staremu. Czoło tabeli nadal dla podopiecznych Jacka Nawrockiego. A jak będzie w fazie play-off? Podywagujmy nad szansami poszczególnych ekip. Jadar Radom, Pamapol Siatkarz Wieluń i Politechnika Warszawa. Te ekipy mają jeden cel. Ósma lokata i spokojne utrzymanie bez konieczności rozgrywania nerwowych meczów barażowych. Siódme miejsce raczej dla Olsztyna, któremu ani spadek, ani walka o wyższe cele raczej nie grożą. Słowem typowy średniak. Dalej kolejność jest niezwykle trudna do wytypowania. Teoretycznie z pozostałej szóstki najmniejsze szans miał mieć AZS Częstochowa. Jednak ekipa Grzegorza Wagnera pokazała, że pieniądze nie grają i młoda drużyna z pod Jasnej Góry pokonała Delectę oraz Resovię na wyjeździe. Kulminacyjnym momentem było starcie ze Skrą Bełchatów. Goście zostali rozbici 3-0. Jeśli akademicy ustabilizują swoją grę na pewno stać ich na czwórkę. Zawodzi Delecta. Tej drużynie najbardziej brakuje przyjęcia zagrywki i nawet sprowadzenie Richa Lambourna nie załatwiło sprawy. O awans do czwórki może być ciężko. Kolejne ekipy są niezwykle wyrównane i ich kolejność mogłaby być umowna.

Resovię, Zaksa czy Jastrzębie, każde z nich ma swoje atuty. Na korzyść Rzeszowian przemawia świetny rozgrywający oraz znakomici obcokrajowcy Akhrem i Oivanen. Minusem jest brak stabilności formy i nieuzasadnione przestoje w grze. Niemniej szansa na awans do finału, co najmniej spora. Spośród dwóch pozostałych drużyn trudno wytypować lepszą. Atutem Zaksy jest znakomita zagrywka oraz kombinacyjna gra pod kierunkiem Michała Masnego. Minusy to gorsze warunki fizyczne. Jastrzębski Węgiel to z kolei przeciwieństwo Kędzierzynian dobry blok i skuteczny atak to ich główne atuty. Jak ich ograć? Pocerować zagrywką Abramova. To najlepszy sposób by dobrać się im do skóry. Jak więc widać kandydatów na pogromcę Skry jest kilku, ale jak będzie w istocie? Czas pokaże.

PostHeaderIcon Chłopcy Wenty, czyli nasza najbardziej niedoceniana polska drużyna


Boom, jaki zapanował na siatkówkę w Polsce kilka lat temu trwa nadal. Każdy sukces wydaje się nawet konsumowany i rozpowszechniany ponad miarę. Przecież przy takich nakładach i zaangażowaniu władz, złoto ME w Turcji powinno zostać odebrane jako coś zupełnie naturalnego. Polski kibic czasem patrzy na poczynania naszych siatkarzy przez troszeczkę zaróżowione okulary. Nie dostrzega, że w naszym kraju jest też inna ekipa, która w sporcie zespołowym osiąga podobne sukcesy i zasługuje na wielki szacunek. Mam tu na myśli piłkarzy ręcznych i ich trenera Bogdana Wentę. Dwa medale MŚ, 4 miejsce podczas ME 2010 i piąta lokata na olimpiadzie w Pekinie. To chyba wystarczająca rekomendacja. Przyznam szczerze, że wystarczyło mi obejrzeć jeden mecz tych chłopaków, aby nabrać do nich wielkiego szacunku i to bez względu na wynik. Ich determinacja i zaangażowanie naprawdę może zrobić wrażenie. Oglądając ich grę podczas ME w Austrii w 2010 roku byłem pełen podziwu. Ekipa Bogdana Wenty szła jak burza, pokonując kolejnych rywali w dobrym stylu. Niepowodzenia przyszły dopiero w półfinale z Chorwacją przy wydatnej pomocy pary arbitrów z Norwegii. Tak rozbita psychicznie drużyna potem nie dała rady w meczu o trzecie miejsce solidnej drużynie Islandii. Naprawdę żal było patrzeć na smutne miny naszych szczypiornistów. Swoją postawą zasłużyli bez wątpienia na złoto. Ich determinacja podczas gry jest niespotykana. Niejednokrotnie decydują się grać na własną prośbę, aby tylko pomóc drużynie. Dobrym przykładem jest osoba Michała Jureckiego. Popularny `Dzidziuś` grał w tym turnieju z kontuzją. Każdy widział chyba jak wyglądała jego twarz. Jak gladiatora po zejściu z areny. Podkreślając poziom sportowy naszych szczypiornistów, należy dodać, że w przeważającej większości grają w Bundeslidze uważanej za najlepszą ligę świata. Co więcej są zawodnikami czołowych klubów i odgrywają tam kluczowe role. Każdy kibic piłki ręcznej jednym tchem wymieni nazwiska Bieleckiego, Tkaczyka, Jurasika, czy braci Lijewskich. To jedni z najlepszych na swoich pozycjach na świecie. Uporu i odporności na ból mógłby uczyć się od nich nie jeden zawodnik. Z całym szacunkiem dla Mariusza Wlazłego, jego urazy, przy obciążeniach, jakim poddawani są Jurecki i spółka są niczym. Każdy mecz to przecież wielka wojna, w której wielokrotnie w ruch idą łokcie. Tam nie ma miejsca na odpuszczanie.

PostHeaderIcon Rozwój fizyczny ważny dla młodego człowieka nie tylko na poziomie wyczynu

W dobie komputerów jest jedna kwestia, którą rodzice pewnie nieświadomie zaniedbują. Mam tu na myśli rozwój fizyczny dzieci. Zbyt duża uwagę skupiają na tym, aby ich pociecha uczęszczała na zawrotną liczbę korepetycji i kółek zainteresowań. W efekcie nie ma już czasu dosłownie na nic. Na wizytę na basenie czy boisku sportowym również. A jak wiemy we wszystkim niezbędna jest równowaga i umiar.

Krzewienie kultury fizycznej wśród dzieci również jest bardzo ważne. Skądś przecież muszą się brać następcy przyszłych mistrzów. Tyle teraz słyszymy o wadach systemu szkolenia, ale ktoś musi je przyprowadzić na zajęcia, bo siłą niczego się nie osiągnie. Chętne do tego muszą być obie strony. Jeśli do chętnej pełnej sportowego zacięcia młodzieży dodamy mądrego nauczyciela i odpowiednią bazę treningową stworzymy podstawy do rozwoju sportu na wysokim poziomie. Przecież może z setki dzieciaków biegających po boisku w przyszłości wyrośnie nam nowy Boniek. Trzeba w to wierzyć i z całych sił wspierać ten projekt. Jeśli chcemy w przyszłości znaczyć coś w sporcie należy od razu wdrożyć w życie nowy program szkolenia i poprzeć go solidnym zapleczem finansowym. Doraźna inwestycje są tylko chwilowym ratunkiem. Takie zachowanie absolutnie nie ma przyszłości.

Tylko inwestycja od podstaw, czyli w młodzież przynieść nam znaczne profity. Wiele krajów Europy zachodniej tak postąpiło i teraz zbiera profity. Wystarczy spojrzeć np. na Holandię. Rokrocznie szkółkę Ajaxu Amsterdam kończą dziesiątki zdolnych zawodników, którzy potem z powodzeniem grają w mocnych ligach europejskich. Te wzorce powinny być kopiowane do naszych klubów. Oczywiście praca z młodzieżą nie jest istotna tylko w sporcie na poziomie wyczynu. Ważna też jest ze zdrowotnego punktu widzenia. Więcej dzieci na boiskach i w klubach sportowych to mniej skrzywień kręgosłupa czy wad wzroku. Nie ma nic lepszego niż umiejętnie kontrolowany wysiłek fizyczny. Warty rozpatrzenie jest też aspekt trudnej młodzieży. Jeśli dzieci te będą miały jak aktywnie spędzać wolny czas, podczas zajęć w klubach sportowych to nie będą zainteresowane używkami. Ich życie będzie wypełniał sport. I wtedy wszyscy będą zadowoleni. Będziemy mieć zdrowe i prawe społeczeństwo. A w zawodach rangi mistrzowskiej będziemy stale odgrywać kluczowe role. Może doczekamy się chwili, gdy dwa nasze kluby wystąpią w finale Ligi Mistrzów. Dziś wydaję się to abstrakcją., ale za kilkanaście lat, przy podjęciu odpowiednich kroków? Czemu nie?

PostHeaderIcon Czy Wisła Kraków obroni prymat na krajowym podwórku?

Dwa tytuły Mistrza Polskim, a jego posada wciąż jest niepewna. Powód? Brak sukcesów w Europejskich Pucharach. Dobra i skuteczna gra w lidze, nie przekonuje właściciela Białej Gwiazdy. On oczekuje porywających meczów jak za kadencji Henryka Kasperczaka z Parmą czy Lazio. Jednak, aby to było możliwe konieczne jest wzmocnienie składu.

Obecna drużyna może mieć nawet problemy z obroną pierwszej lokaty w lidze. Przeanalizujmy szanse na tytuł dla Wisły. Obsada bramki to już niekończący się serial, wciąż poszukiwany jest nowy bramkarz, tymczasem Mariusz Pawełek gra w wyjściowym składnie i co jakiś czas potrafi sprezentować rywalom gola. Formacja obronna wygląda, co najmniej solidnie. Najlepsza para stoperów Marcelo, Głowacki oraz solidni Alvarez i Piotr Brożek na skzydłach. Druga linia Wisły może zostać oceniona pozytywnie tylko w kwestii działań obronnych. Junior Diaz i Radosław Sobolewski świetnie nadają się do rozbijania ataków przeciwnika, ale już o grze do przodu mają średnie pojęcie. Wisła bezwzględnie potrzebuje kreatywnego ofensywnego pomocnika. Kogoś pokroju Mirosława Szymkowiaka. Kimś takim na pewno nigdy nie będzie Czech Tomas Jirsak. W obliczu poważnego urazu Łukasza Garguły, trener Skorża ma poważny problem. Obie flanki lini pomocy wyglądają nienajgorzej. Słoweniec Andraż Kirm po lewej oraz Patryk Małecki po prawej.

Jak na potrzeby Polskiej Ligi zupełnie powinno wystarczyć. Bardzo potrzebny jest natomiast silny wysoki napastnik, którego klub, podobnie jak bramkarza szuka bezskutecznie od dłuższego czasu. Gra wykorzystująca szybkość Pawła Brożka jest bardzo łatwa do rozszyfrowania dla rywali. Aby rozszerzyć wachlarz taktycznych możliwości trzeba dokonać niezbędnych zakupów. Jak więc trzech, nowych klasowych piłkarzy to zadanie dla działaczy Wisły. Obserwując ich ostatnie dokonania na rynku transferowym trudno nie oprzeć się wrażeniu, że i tym razem skończy się na obietnicach. Kalendarz również nie jest atutem Krakowian. Jak doskonale wiadomo, do końca sezonu, z powodu remontu stadionu są zmuszeni grać na obcych stadionach. Nie trzeba nikomu przypominać jak wielkim atutem Wiślaków było ich boisko i kilkanaście tysięcy fanatycznych kibiców. Powyższe argumenty jednoznacznie wskazują, że ekipę Macieja Skorży czeka niezwykle trudna runda wiosenna. Gra jak jesienią może okazać się niewystarczająca. Tu otwiera się pole do popisu dla zawodników by zrobili coś więcej niż oczekuje trener i poprowadzili drużynę do kolejnego tytułu. A może geniuszem błyśnie właśnie Skorża i przygotuje nową strategię, którą pokona ligową konkurencję? Czas pokaże.

Adamek w drodze na szczyt
Tomasz,,Góral’’ Adamek, to obecnie najbardziej znany polski bokser. Po przejściu z wagi junior ciężkiej do kategorii królewskiej, zaczyna wspinaczkę na szczyt właśnie w wadze ciężkiej. Szumnie zapowiada zdobycie tytułu mistrzowskiego i pokonanie największych sław boksu, z braćmi Kliczko na czele. Czy mu się uda? Zastanówmy się przez chwilę nad szansami boksera z Gilowic. Przez długie lata Polacy żyli nadzieją, że Andrzej Gołota nazywany szumnie,,wielką nadzieją białych’’ spełni te oczekiwania. Niestety nigdy tak się nie stało. Andrew mimo niewątpliwie wysokich umiejętności technicznych nie miał jednej cechy, która charakteryzuje największych mistrzów. Brakowało mu mentalności zwycięzcy. Nawet, gdy miał ogromną przewagę, nie wytrzymywał psychicznie i przegrywał w niezrozumiałych okolicznościach. Wszyscy pamiętamy jak nokautował go w pierwszej rundzie Brewster czy jak uderzał rywali poniżej pasa. Czasem jeszcze swoje dokładali sędziowie jak podczas walki z Johnem Ruizem. Jednym słowem pas mistrzowski nie był mu pisany. Teraz nasze nadzieje rozbudził z kolei Tomasz Adamek. To zawodnik całkiem innego typu. O odmiennej mentalności i stylu walki. Zmiana kategorii wagowej była chyba dobrą decyzją. Wcześniej przed każdą walką musiał na siłę zrzucać wagę. To nie była komfortowa sytuacja. Nie gwarantowała mu spokoju i pewności siebie. Był to najważniejszy powód jego jedynej jak dotychczas porażki z Chadem Dawsonem. Osłabienie spowodowane zbijaniem wagi nie pozwoliło mu pokazać pełni swoich umiejętności w ringu. Teraz taki problem już nie występuje. Największym atutem Tomka jest bez wątpienia szybkość oraz znakomite ciosy proste. Ma też coś, z czym trzeba się urodzić, a mianowicie znakomitą intuicję w ringu. Tego nie da się wytrenować, jedni to maja a inni po prostu nie. Ponadto jego atutem jest spora odporność na ciosy i umiejętne schodzenie z linii ataku przeciwnika. Karierę w wadze ciężkiej rozpoczął od mocnego uderzenia. W piątej rundzie znokautował Andrzeja Gołotę. Wszyscy narzekali, że rywal był nie przygotowany do walki i dopatrywali się drugiego dnia. Taka typowa polska mentalność. Niemniej wynik poszedł w świat. Potem przyszła konfrontacja z Estradą w lutym 2010 roku. Polak był zdecydowanie lepszym pięściarzem, przez cały pojedynek kontrolował przebieg wydarzeń w ringu i zasłużenie wygrał na punkty. Teraz czeka go walka z Arreolą. Zwycięstwo ma otworzyć mu drogę do walki o pas prestiżowej federacji. Oby tak się stało, bo Polska już tyle lat czeka na Mistrza Świata w wadze ciężkiej.